Zapraszamy do lektury wywiadu z Grzegorzem Gawle zawodnikiem Błękitnych, zarazem asystentem trenera Andrzeja Szymańskiego.
Kolejny mecz Błękitnych bez zdobyczy punktowej. Wynik mocno zniekształcony końcowymi minutami, ale była to konsekwencja prowadzenia bardzo otwartej gry na pełnym ryzyku. Co można powiedzieć po takim spotkaniu?
Tak jak mówisz, Igloopol w końcówce strzelił nam jeszcze dwie bramki. Faktycznie ruszyliśmy mocniej do przodu, chcąc za wszelką cenę wyciągnąć remis. Tymczasem skończyło się na tym, że po naszych błędach ze stanu 1:0 zrobiło się 3:0. Trzeba im oddać, że w tym meczu byli zespołem lepszym.
Pierwsza połowa to dominacja gospodarzy, dwa razy ostemplowany słupek naszej bramki, dodatkowo sporo pracy Bartka Siryka zatrudnianego uderzeniami niemal z każdej pozycji. My odgryzamy się dwiema groźnymi akcjami, które kreujemy po trzydziestu minutach gry i straconym golu na 1:0. Tu nasuwają się pytania – czemu dopiero wtedy, czemu nie wcześniej?
Zauważam regułę, że dopiero wtedy, gdy rywal strzeli nam bramkę zaczynamy grać, więcej pokazywać się do gry - zaczyna nam jakby bardziej zależeć. Według mnie nie powinno to tak wyglądać, gdyż musimy od początku spotkania wychodzić z nastawieniem i chęcią tworzenia sytuacji, bez obaw walcząc o piłkę, jednocześnie kreując grę, gdyż z przodu mamy spory deficyt. Jesteśmy drużyną, kolektywem i nie zrzucamy winy za ten stan konkretnie na napastników, pomocników czy obrońców. Nam jako drużynie brakuje tego czegoś. Zbyt mało jest w nas pewności siebie na boisku, nie ma chęci wyjścia do piłki, zrobienia przewagi czy też zabrania się samemu z piłką, żeby prowadzeniem lub dryblingiem zrobić różnicę.
Pracujemy mocno skrzydłami, nadrabiając pewne niedobory w innych sektorach. To zapewne też spora komplikacja dla trenera.
W środku pola mamy młodych zawodników, którym trzeba oddać to, że faktycznie się starają. Widzę, że im bardzo zależy. Trzeba wlać w nich troszkę więcej pewności siebie, bo umiejętności do tego, by grać w czwartej lidze mają. Oni muszą przede wszystkim poczuć to, że posiadają ku temu możliwości oraz potencjał, który trzeba pokazać na boisku.
Istotną kwestią, która w jakimś stopniu odbiła się na przebiegu ostatniego meczu, były liczne absencje zawodników spowodowane urazami.
Tak, mamy kilka absencji w składzie, ale nie możemy się tym tłumaczyć. Nie tędy droga, żeby szukać takich usprawiedliwień. My z tym zespołem musimy wziąć się w garść i po męsku wyrywać każdy następny możliwy punkt, gdyż liga nam powoli odjeżdża.
W środę do Ropczyc przyjedzie zamykająca ligową stawkę LKS Czeluśnica. Mecz szansy i zarazem sporego ciężaru gatunkowego.
W takich meczach musimy grać o trzy punkty. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Zwycięstwo zapewne przywróci pewność siebie. Musimy wyjść mega skoncentrowani na ten mecz i z podniesionymi głowami, tak żeby punkty zostały u nas w domu.